|
efka_s 27.04.2006
Realne macierzyństwo
Symulacji macierzyństwa generalnie nie da się zrobić, nawet internetowej, bo w końcu człowiek jest, póki co, bardziej skomplikowany od wszystkich możliwych programów. Ale…ponieważ ostatnio w mediach trwa dyskusja na temat macierzyństwa to sobie trzy grosze dodamy, zwłaszcza że mimo wszystko to temat przewodni gry.
Jak wygląda macierzyństwo realnie?
Paradoksalnie, wbrew opiniom niektórym starszym graczom, że gra za bardzo odbiega od tego tematu, realne macierzyństwo wygląda podobnie. Dlaczego?
Ponieważ nie da się żyć tylko ciążą i macierzyństwem. Młoda (w ciążę nie da się zajść w jesieni wieku, a jeśli nawet to jest to niebezpieczne) matka oprócz swojego brzucha, a potem dziecka ma mnóstwo innych problemów, obowiązków i celów. Życie toczy się swoim biegiem, a pojawienie się dziecka tylko dokłada punkty do listy. Podobnie jak w grze, takim głównym problemem staje się np. mieszkanie. Każdy wtedy o tym myśli. Po pierwsze dlatego, że większość młodych ludzi nie ma własnego mieszkania. Mieszkać z rodzicami i swoją rodziną to katorga i powód do nieustających kłótni. Wynajęcie kosztuje. Nawet jeżeli para do tej pory wynajmowała swoje mieszkanko zaczyna myśleć o ciut większym. Z innej strony wynajmowanie mieszkania jest czymś niestałym. Może za miesiąc będziemy musieli się wyprowadzić? Pojawienie się dziecka z pewnością wprowadza dążenie do stabilizacji. Więc summa summarum mamuśka z tatuśkiem zaczynają się uganiać za możliwościami kredytu mieszkaniowego, albo innymi opcjami. Wersji jest dużo, mieszkanie to podstawa – baza, gniazdko, gdzie będzie się wychowywać potomka.
Pogoń za dobrami materialnymi jest elementem ciąży, nie tylko dlatego, ze trzeba zgromadzić mnóstwo potrzebnych rzeczy (przecież nasze babki obywały się bez pampersów, przewijaków i innych wynalazków). Człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że teraz będzie odpowiedzialny za kogoś i nawet jak jemu do tej pory wystarczał „gorący kubek”, kawa i impreza w tygodniu, to swojemu dziecku chciałby zapewnić wszystko co się tylko da. To jest zresztą przyczyną opóźniania decyzji o macierzyństwie. Dawniej królowało hasło ”bóg dał, bóg wychowa” i parka dzieci była standardem. Dzisiaj ludzie chcą mieć co najwyżej jedno dziecko, żeby zapewnić mu lepszy byt niż sami mieli (zabawki, ciuszki, dobre szkoły, itd.). A najpierw chcą być pewni, że będą w stanie utrzymać rodzinę. Oczywiście od mieszkania i dóbr doczesnych się nie zaczyna, a tym bardziej się na tym nie kończy.
Pozytywny wynik testu ciążowego to duże emocje. U jednych wielka radość, u drugich załamka, u trzecich jedno i drugie.Niektórzy z tego powodu się ożenią, inni rozwiodą. Obojętnie czy ciąża jest planowana czy nie, emocje są zawsze.
Dużymi emocjami są wizyty u lekarza ginekologa z możliwością zobaczenia dziecka na usg. Dziecka, jak dziecka – ale ta mała kropka na ekranie to wielka tajemnica i wielkie nadzieje. W piątym miesiącu widać cały płód, widać też serce. Wygląda jak kijanka, zawsze jakieś takie skulone pozy… Potem już jest wielkie i widać tylko fragmenty…zresztą zawsze niewyraźnie, ale to tym bardziej jest podniecające – „o tu ma nogę”…
Miłe są też pierwsze kopniaki (potem już stopniowo przestają być miłe).
No ale są też minusy. Po pierwsze nudności, przeważnie dotyczy to wszystkich i jest to okropne. Ustają dopiero po trzech miesiącach. Potem jest trzy lepsze miesiące, a potem znów człowiek zaczyna się czuć jak słoń. Słoniowatość potrafi doskwierać na końcu ciąży do tego stopnia że niektóre kobiety nie mogą się prawie ruszać. Stawy biodrowe nie są przyzwyczajone do tak dużego obciążenia (chyba że ktoś potrafi zjeść na obiad 6kg) i po prostu boli… Po drugie to ciąża jest obciążeniem dla organizmu. Trzeba dbać o zęby, bo w procesie budowania małego kośćca traci stary kościec (czyli twój). Trzeba zażywać witaminy i żelazo, żeby nie dostać anemii…no i trzeba dbać o dietę. Z jednej strony aby dziecko się dobrze rozwijało, z drugiej, żeby za bardzo nie utyć. Nie zawsze można nad tym zapanować, bo w ciąży zatrzymuje się w organizmie woda, poza tym zmienia się metabolizm. Zależy oczywiście od indywidualnych predyspozycji. Z innych skutków ubocznych to powiększają się piersi (co akurat nie musi być bolesne estetycznie) a po porodzie i zakończeniu karmienia – zmniejszają się i mogą zmienić się w coś w stylu kapcia. Skóra na brzuchu się rozciąga (a jeśli się za bardzo przytyje to też w innych miejscach) i powoduje to tworzenie się rozstępów wyglądających jak blizny. Mimo „magicznych” kremów nie da się tego później zwalczyć.
Podsumowując, trzeba bardzo o siebie dbać, żeby ciąża nie zrobiła z ciała młodej Britney totalnej ruiny.
Nudy
Sama ciąża mimo emocjonujących momentów jest 9-miesięcznym okresem oczekiwania. Może to tyle trwa żeby zdążyć się przygotować? W każdym razie to że „nic się nie dzieje” jest prawidłowe, poza tym po porodzie można zatęsknić za tym stanem (kiedy trzeba co 3 godziny karmić małe wrzeszczało, przewijać …i nieźle się uwijać).
|